MarketingPozyskiwanie klientówTrener personalny

Jak zapełnić grafik klientami

Od pustego kalendarza do regularnych sesji: kanały, które działają lokalnie, i te, które tylko zabierają czas.

11 min czytania
AutorZespół FitSpot
Spis treści
  1. 01Ilu klientów właściwie potrzebujesz
  2. 02Praca na sali — najszybszy kanał na start
  3. 03Polecenia, czyli kanał o najwyższej konwersji
  4. 04Instagram bez tańczenia do trendów
  5. 05Google i wizytówka firmy
  6. 06Współprace lokalne
  7. 07Trening próbny i pakiet startowy
  8. 08Utrzymanie klienta bije pozyskanie
  9. 09Na co szkoda czasu

Pełny grafik nie zaczyna się od viralowej rolki. Zaczyna się od kilku osób, które przychodzą regularnie, widzą efekt i polecają Cię dalej. Poniżej znajdziesz kanały ułożone według szybkości działania w polskich realiach — oraz te, którym nie warto oddawać kolejnych wieczorów.

Ilu klientów właściwie potrzebujesz

Zanim zaczniesz cokolwiek robić, policz cel. To zmienia perspektywę, bo liczba okazuje się mniejsza, niż większość zakłada.

Klient trenujący dwa razy w tygodniu to około 8 treningów miesięcznie. Żeby mieć 40 treningów w miesiącu, potrzebujesz pięciu regularnych klientów. Nie pięćdziesięciu obserwujących, nie tysiąca zasięgów — pięciu osób, które przychodzą co tydzień.

To ważne, bo zmienia strategię. Przy takiej skali nie potrzebujesz marketingu masowego. Potrzebujesz kilkunastu dobrze przeprowadzonych rozmów z właściwymi osobami.

Praca na sali — najszybszy kanał na start

Jeśli pracujesz w klubie, masz pod ręką kanał, którego nie kupisz za żadne pieniądze: ludzi, którzy już zapłacili za karnet, już są w sali i już próbują ćwiczyć. To najcieplejsza grupa, jaka istnieje.

Co działa:

  • Poprawka techniki bez sprzedaży. Podejdź, popraw ustawienie, wyjaśnij dlaczego, odejdź. Bez wręczania wizytówki. Jedna na kilka takich osób sama wróci z pytaniem.
  • Bycie widocznym o stałych porach. Ludzie trenują rutynowo. Jeśli jesteś na sali we wtorki o 18:00, po miesiącu ta sama grupa Cię kojarzy.
  • Rozmowa z recepcją. To recepcja słyszy „chciałabym zacząć, ale nie wiem jak". Jeśli Cię lubi, kieruje te osoby do Ciebie.

Czego nie robić: zaczepiania każdego po kolei z ofertą. To jedyny sposób, żeby w kilka tygodni zostać osobą, którą stali bywalcy omijają.

Polecenia, czyli kanał o najwyższej konwersji

Klient z polecenia przychodzi już przekonany — nie negocjuje ceny i nie porównuje Cię z trzema innymi trenerami. Problem w tym, że większość trenerów czeka, aż polecenia pojawią się same.

Da się je uruchomić celowo:

  • Poproś w dobrym momencie. Nie na pierwszym treningu, tylko wtedy, gdy klient sam mówi, że widzi efekt. Wtedy pytanie „znasz kogoś, komu przydałoby się to samo?" jest naturalne.
  • Daj konkretny powód. „Przyprowadź znajomą na wspólny trening" działa lepiej niż abstrakcyjna prośba, bo obniża próg — znajoma nie musi od razu nic kupować.
  • Nagradzaj obie strony. Darmowy trening dla polecającego i zniżka dla nowej osoby. Koszt jednorazowy, klient zostaje na miesiące.

Instagram bez tańczenia do trendów

Instagram działa dla trenerów, ale nie tak, jak się powszechnie sądzi. Nie chodzi o zasięgi — chodzi o to, żeby osoba, która już usłyszała o Tobie od znajomej, weszła na profil i pomyślała „ta osoba wie, co robi".

To oznacza, że profil ma spełniać trzy funkcje:

  1. Dowód kompetencji — konkretne wskazówki treningowe, nie motywacyjne cytaty na tle zachodu słońca.
  2. Dowód skuteczności — metamorfozy klientów, zawsze za ich zgodą, najlepiej z opisem, ile to trwało i co dokładnie robiliście.
  3. Jasna informacja, jak się zapisać — miasto, w którym pracujesz, i działający link. Zaskakująco wiele profili nie ma ani jednego, ani drugiego.

Trzy przemyślane posty w tygodniu robią tu więcej niż codzienne rolki odtwarzające cudze trendy.

Google i wizytówka firmy

Zapytania w stylu „trener personalny [miasto]" mają realny wolumen i — co ważniejsze — bardzo wysoką intencję zakupową. Ktoś, kto tak szuka, chce kupić, a nie się zainspirować.

Najwyższy zwrot z włożonego czasu daje tu Profil Firmy w Google. Jest darmowy, zajmuje godzinę i wyświetla się w mapach nad wynikami organicznymi. Wypełnij go do końca: obszar działania, godziny, zdjęcia z sali, opis usług. Potem systematycznie proś zadowolonych klientów o opinię — to główny czynnik pozycji w mapach i jednocześnie dowód społeczny dla każdego, kto trafi na profil.

Własna strona ma sens, jeśli faktycznie odpowiada na pytania klientów, a nie jest tylko wizytówką ze zdjęciem. Jedna strona z cennikiem, opisem, jak wygląda pierwszy trening, i formularzem kontaktowym wystarczy na start.

Współprace lokalne

Najbardziej niedoceniany kanał. Chodzi o osoby, które już mają Twoich przyszłych klientów i nie są dla Ciebie konkurencją:

  • Fizjoterapeuci — kończą rehabilitację i muszą kogoś polecić do dalszej pracy. To najlepsze źródło poleceń, jakie istnieje.
  • Dietetycy — ich klienci prawie zawsze potrzebują treningu, a oni sami go nie prowadzą.
  • Gabinety i salony w okolicy — kosmetyczki i fryzjerzy rozmawiają z klientkami o wszystkim, łącznie z formą.

Zasada jest prosta: najpierw daj. Poleć fizjoterapeucie kilka osób, zanim poprosisz o cokolwiek w drugą stronę.

Trening próbny i pakiet startowy

Największą barierą nie jest cena pojedynczego treningu, tylko strach przed zobowiązaniem i wstyd przed byciem ocenianym. Oba da się obniżyć konstrukcją oferty.

Trening próbny — płatny, ale wyraźnie taniej. Darmowy przyciąga osoby, które nigdy nie kupią; symboliczna opłata odfiltrowuje je, a jednocześnie nie odstrasza.

Pakiet startowy — cztery treningi w niższej cenie, z jasnym celem: nauczyć techniki podstawowych ćwiczeń i ustawić plan. Klient kupuje konkretny rezultat, nie abstrakcyjne „treningi", a Ty masz miesiąc na pokazanie, że warto zostać.

Utrzymanie klienta bije pozyskanie

Pozyskanie nowego klienta kosztuje wielokrotnie więcej wysiłku niż utrzymanie obecnego, a większość trenerów wkłada całą energię w to pierwsze. Tymczasem klient, który odchodzi po trzech miesiącach zamiast po dwunastu, kosztuje Cię kilka tysięcy złotych utraconego przychodu.

Najczęstsze przyczyny odejść są prozaiczne i wszystkie do naprawienia:

  • Klient nie widzi postępu. Bo nikt mu go nie pokazał. Regularny pomiar i zestawienie „wtedy kontra teraz" rozwiązuje to niemal w całości — pisałem o tym w tekście o interpretacji analizy składu ciała.
  • Chaos organizacyjny. Pomylone terminy, niejasność, ile zostało wejść na karnecie, prośby o przypomnienie salda. To buduje wrażenie amatorszczyzny szybciej niż cokolwiek innego.
  • Nuda. Ten sam plan przez pół roku. Nawet dobry plan przestaje działać, gdy klient zna go na pamięć.

Na co szkoda czasu

Uczciwie — rzeczy, które pochłaniają czas i rzadko zwracają:

  • Ulotki do skrzynek. Konwersja bliska zeru, koszt druku realny.
  • Reklama płatna bez ustawionej oferty. Puszczanie budżetu na „zapraszam na treningi" przepala pieniądze. Reklama wzmacnia działającą ofertę, nie tworzy jej.
  • Kupowanie obserwujących. Psuje zasięgi organiczne i jest rozpoznawalne dla każdego, kto spojrzy na proporcję polubień do liczby obserwujących.
  • Konkurowanie ceną w dół. Przyciąga klientów, którzy odejdą do tańszego przy pierwszej okazji, i zamyka drogę do podwyżki.

Podsumowując: pięciu regularnych klientów to cały cel na start. Najszybciej dowiozą go praca na sali i polecenia, wizytówka w Google zbiera intencję zakupową, a reszta jest wzmocnieniem. Kiedy grafik zacznie się zapełniać, kolejnym wąskim gardłem stanie się organizacja — o tym piszę w tekście o momencie, w którym Excel przestaje wystarczać.